Publikacje

Udanej zabawy literackiej – z dzieckiem!

Grzegorz Leszczyński

Zmienia się świat, zmienia i książka.  Byłoby niedobrze, gdyby książka kojarzyła się dziecku i nastolatkowi ze starzyzną, którą ze współczesnym życiem i współczesną sztuką niewiele łączy.  Książka musi być skrojona na miarę naszych czasów, zwłaszcza wtedy, gdy chcielibyśmy dziecko na stałe z nią związać.  olska kultura nie może kojarzyć się z jarmarkiem staroci, a polska książka – z Sierocą dolą.
Seria Niebaśnie, opracowana koncepcyjnie przez Joannę Olech i Grażkę Lange, jest doskonałym przykładem tak zorientowanej lektury, przykładem typowo modernistycznej zabawy literackiej.  W ramach serii ukazały się: Czerwony Kapturek Joanny Olech z ilustracjami Grażki Lange, Jaś i Małgosia Leszka K. Talko z ilustracjami Anny Niemirko i Kopciuszek Michała Rusinka, opracowany graficznie przez Małgorzatę Bieńkowską.  Każda z książek, niezależnie od prowokującej do intelektualnej aktywności oprawy graficznej, zawiera utwory będące w gruncie rzeczy literacką zabawą, w którą zostaje „wciągnięty”, czy tez do której zostaje zaproszony mały czytelnik.  Tytułowy Czerwony Kapturek z opowieści Joanny Olech ma problemy związane ze zbytnim posłuszeństwem wobec rodziców, zbytnią uległością („Bez szemrania zjadała szpinak i wątróbkę, nigdy nie dłubała w nosie i nie taplała się w kałużach z błotka”), która jest źródłem nieszczęścia: dziewczynka zostaje pożarta przez wilka, ale, w przeciwieństwie do klasycznych wersji motywu, nie zjawia się leśniczy ze zbawienną strzelbą w ręku.  W Jasiu i Małgosi Leszka K. Talko dzieci nie zostają wyprowadzone do lasu, lecz… na casting do reklamy telewizyjnej, posłusznie reklamując ciasteczka mają zaspokoić ambicje własnej matki („Będziecie zarabiali dużo pieniędzy, nie tak jak Tatuś”).  W Kopciuszku Michała Rusinka dziewczyna ubrana zgodnie z najnowszymi trendami mody (wygląda jak „wycięta z magazynów zagranicznych lub chilijsko – argentyńskich telenowel romantycznych”), poznawszy bogatego biznesmena na dyskotece, ma nadzieję, wzorem swego literackiego pierwowzoru, zostać rozpoznana za sprawą pozostawionego w willi markowego obuwia, przybywa do wybrańca z nadzieją na tryumf i szczęście, ale zastaje długą kolejkę dziewczyn z identycznymi butami w ręku; „książę” wybiera pierwszą z brzegu dziewczynę, jest mu bowiem wszystko jedno, która zostanie „wybranką”.

Wymowa przywołanych utworów nie ma wiele wspólnego z sensem wersji tradycyjnych.  To książki dla dzieci, które z tradycyjnymi wersjami opowieści zdążyły się już dobrze zapoznać.  Czerwony Kapturek wskazuje na zgubne skutki uległości, dowodzi rozwijania potrzeby buntu (symbolicznym jego obrazem jest obrzydliwa czapeczka w kolorze malinowym, nałożona dziewczynce na głowę).  Jaś i Małgosia to pesymistyczna diagnoza współczesnej rodziny, podsumowana jednak budującym obrazem przemiany, jaka dokonała się w rodzicach po zniknięciu dzieci.  Morał Kopciuszka zostaje wypowiedziany wprost: „Jeśli ktoś chce być jak każdy, zwykle jest jak nikt po prostu”; nie ma to wiele wspólnego z moralistką utworu klasycznego, przeciwnie: sytuuje się właśnie poza tą moralistyką, destabilizuje ją, ujawnia iluzoryczność mądrości przekazywanej z pokolenia na pokolenie, nieprzystawalność tej mądrości do rzeczywistego świata.
Prowokacja Niebajek wpisuje się w długą tradycję tego typu literackich profanacji, w których wykorzystuje się nawiązania do lektur dzieciństwa.

I jeszcze jeden przykład gry z tradycją, nieczytelnej dla dziecka, dostępnej jednak nastoletniemu czytelnikowi.  Fragment opowiadania Stanisława Mrożka:

Czerwony Kapturek szedł przez las.  Niósł kosz z wiktuałami, był znudzony.  »Najgorsze, że kiedy dojdę do celu i zobaczę tego parszywego wilka, będę musiał udawać, że nie wiem, o co chodzi.  Będę mu zadawał głupie pytania: Babciu, dlaczego masz takie spiczaste uszy, dlaczego takie duże zęby… Potem dam się zjeść, aż do kretyńskiego epilogu, kiedy to dzielny leśniczy rozpruje wilkowi brzuch i wyzwoli mnie i babcię. […] Co za grafoman z brudną wyobraźnią napisał całą tę bajkę?«”.

Niezależnie jednak od kontekstu kulturowego, który modyfikuje kształt współczesnej książki, trzeba jasno sformułować zasadniczą tezę, na której bazują Niebaśnie: ich czytelnik jest już na tyle świadomym odbiorcą, na tyle obeznanym z literacką tradycją, na tyle dobrze „osadzonym” w czytelniczych doświadczeniach pokoleń, że rozpoznaje literackie gry i potrafi odczytać utwór na poziomie zarówno pierwszym, związanym z właśnie czytanym opowiadaniem, jak i drugim, odsyłającym do innego, wcześniejszego utworu.  Być może więc, zasadniczym odbiorcą tego typu utworów, odbiorcą, na które zorientowane są te dziełka, jest wcale nie dziecko, lecz młody człowiek, który z dzieciństwa wyszedł.  W istocie bowiem to właśnie nastolatek odczuwający potrzebę dystansu do własnej dziecięcej przeszłości, zerwania z nią bezpośrednich więzów, znajdzie w tego typu lekturze treści odpowiadające jego potrzebom psychicznym i czytelniczym.  Dzieciństwo wydrwione – to jedno; wydrwione jego dziecięce lektury – to drugie; wydrwione sensy tych lektur, ich moralne przesłania, ich wymowa, wydźwięk, sens – to trzecie; wydrwione tradycyjne społeczeństwo z jego wpajanymi młodemu pokoleniu cnotami, z cnotą posłuszeństwa na czele – to czwarte; wreszcie wydrwione i wykpione „wychowawcze” działania rodziców – to piąte. W istocie więc Niebajki, choć zapewne docierają do najmłodszej publiczności literackiej, są książkami zorientowanymi na wiek młodzieńczy i dostarczającymi temu wiekowi oczekiwanej waloryzacji młodzieńczego buntu.

Powstaje oczywiste pytanie, czy tego typu eksperymenty literackie są dostępne dla nastoletniego odbiorcy, czy nie mamy do czynienia z sytuacją, w której autor, niejako ponad nastoletnim czytelnikiem, nawiązuje kontakt z odbiorcą dorosłym, dla którego parafrazy, pastisze czy aluzje literackie są zrozumiałe.  Ponad wszelką wątpliwość pewne treści dziecięcych książek postmodernistycznych mogą dotrzeć już nawet nie do nastoletniego, lecz całkiem dorosłego, i to wykształconego adresata, tak dzieje się np. w przywołanej już książce Joanny Olech i Grażki Lange Czerwony Kapturek (do dorosłego czytelnika adresowana jest czwarta strona okładki, stylizowana na sensacyjne czy skandalizujące anonse prasowe), podobnie w cyklu Lemony Snicketa Seria niefortunnych zdarzeń, opartego w dużej mierze na literackich grach z dorosłym odbiorcą, dobrze obeznanym z tradycją literacką i twórczością Edgara Alana Poe (postaci pana Poe, hrabiego Olafa, Hakorękiego, nazwisko osieroconych dzieci: Baudelaire; gra z tradycyjnymi literackimi realizacjami motywu sieroty), jak i klasyczną formą angielskich pocketbooksów (format, ilustracje, kolor papieru, obrys czcionki drukarskiej).
Niekiedy tych literackich odniesień jest tak wiele, że poruszanie się w gąszczu autorskich skojarzeń wydawać się może intelektualną ekwilibrystyką przekraczającą możliwości rozumienia młodego odbiorcy.  Tak jednak nie jest, nawet bowiem w sytuacji, gdy niektóre sfery autorskich skojarzeń pozostają poza możliwościami rozszyfrowania przez odbiorcę, pozostałe tworzą naturalny kontekst pozwalający na umieszczenie całości w obrębie różnorako rozumianych odwołań i odniesień.  Przykład z powieści Grzegorza Gortata Do pierwszej krwi:

Matka już biegnie do łazienki. Ledwo zdążył zdjąć bluzę i buty, wraca z aseptycznym opatrunkiem i wodą utlenioną.
- Kto ci wargę rozciął? Pobili cię? […]
Parada wcieleń: jeszcze przed chwilą Matka Teresa, a teraz oto skrzyżowanie Mesaliny i Lady Makbet. Napięcie jak na filmach Hitchcocka, w powietrzu pachnie prochem i inkwizycją. […]
- Właśnie dzwonił twój trener – mówi i broda zaczyna jej drżeć. – Od końca wakacji ani razu się nie pokazałeś. Gdzie ty chodzisz? Co robisz po lekcjach?
Żelazny repertuar. Pora na gwóźdź programu.
Nie pomylił się. – Dlaczego mi to robisz? To ja się tak staram, nawet prywatnego życia nie mam, a ty? Własną matkę okłamujesz?! Ręce sobie po łokcie urabiam! Opieram, ubieram, gotuję, wszystko dla dziecka, a ty mi się tak odpłacasz? […]
Lady Makbet zniknęła bez śladu, na scenę wychynęła Madame Butterfly i jękliwa aria rozlewała się na całe mieszkanie. Zaszył się w pokoju, dla uspokojenia sumienia obłożył się podręcznikami. Zza zamkniętych drzwi długo jeszcze niosą się sceniczne szlochy i pochlipywania. Domowa litania żalów.

Rejestr postaci i odniesień imponujący.  Z form literackich i muzycznych: litania i aria.  Z wielkich postaci dwudziestowiecznej kultury i życia społecznego Matka Teresa i Hitchcock.  Do tego Mesalina, słynąca z rozpustnego życia trzecia żona Cezara.  Dalej Lady Makbet i Madame Butterfly.  Wszystko to w kilku zaledwie zdaniach, a jednak to ogromne skondensowanie postaci i odwołań nie daje efektu barokowej ozdobności, przeciwnie: w samym właśnie wyliczeniu, przypominającym koncepty barokowego wiersza, w samym nagromadzeniu odniesień ujawnia się dystans, z jakim narrator – przyjmujący punkt widzenia bohatera i stosujący dla wzmocnienia efektu mowę pozornie zależną – odnosi się do rzeczywistości, w której bohater żyje, oddaje stosunek młodego chłopaka do matki, jego poczucie bezsensu matczynych emocjonalnych manifestacji rozżalenia i teatralności gestów, zachowań, postawy.  Właśnie w tym wyliczeniu, choćby żadna, dosłownie żadna z przywołanych postaci nie była odbiorcy znana, realizuje się autorska strategia narracyjna, polegająca na uzewnętrznieniu w języku narracji, a nie w opisie, stanów psychicznych i postawy bohatera.  Narracyjny dystans do postaci gwałtownie maleje, a jednocześnie czytelnik, niejako „zarzucony” odniesieniami literackimi, doświadcza w trakcie lektury tego, czego doświadczył bohater: poczucia absurdu i teatralnej śmieszności.  Wszystko już było, wszystko, co zdarzyć się może, zdarzyło się już wcześniej i teraz aktualizuje się w jednostkowym ludzkim życiu – to jedno z przeświadczeń leżących u źródeł kryzysowej świadomości postmodernizmu.  Nasza rzeczywistość, podobnie jak nasze życie, nie zmoże już nic nowego wnieść do doświadczeń człowieczeństwa.  Podobnie jak kultura.  Wszystko, co istnieje, utraciło możliwości rozwojowe, pozostaje powtarzanie tego, co przydarzyło się poprzednikom.