Publikacje

Nowy Dziennik - http://www.dziennik.com

Wywiad z Barbara Kosmowska

wywiad

„I am half”
Cytat zawarty w tytule pochodzi z wiersza Kalina Wildona, uczestnika Konkursu Literackiej Twórczości Dzieci i Młodzieży organizowanego rokrocznie i nieprzerwanie od dwudziestu dziewięciu lat w Słupsku, który na na stałe wpisał się w kalendarz polskich imprez kulturalnych skierowanych do dzieci i młodzieży.  Od pięciu lat, dzięki życzliwości organizatorów, w Konkursie uczestniczy młodzież polonijna wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych, obecnie już z 36 szkół i 18 pażdziernika w Kosulacie generalnym RP w Nowym Jorku odbȩdzie siȩ uroczystość wrȩczenia nagród laureatom.  Jednym z jurorów wspomnianego konkursu jest Barbara Kosmowska, która przy okazji pobytu w Stanach Zjednoczonych na I Festiwalu Szkół Polonijnych organizowanym przez CPSD, podzieliła siȩ swoimi refleksjami na jego temat.
Bożena Mahmoud: Jest Pani pisarką, literaturoznawcą i… corocznym gościem nowojorskiej Polonii, jej najmłodszych i młodych przedstawicieli.  Nam, Centrali Szkół Polskich Wschodniego Wybrzeża nie trzeba wyjaśniać powodów Pani obecności, ale warto przypomnieć, jaki cel przyświeca Pani wizytom…
Basia Kosmowska: … To zawsze dobre pytanie, bo pozwala przypomnieć o ważnej misji, jaką dla organizatorów i uczniów stał się konkurs literacki, od lat propagujący kreatywną zabawę z polszczyzną.  Z przyjemnością zdradzę Państwu, co sprawia, że tak chętnie porzucam na kilkanaście dni rodzime krajobrazy i rezerwuję u agentki termin wylotu do Nowego Jorku.  Poza tęsknotą za czytelnikami i przyjaciółmi, których poznałam podczas licznych spotkań, stawiam sobie za cel ważne zadanie: uświadamiać naszym zdolnym dzieciom, jak bardzo piękna może być przygoda z literaturą.  Wcześniej miałam szczęście znaleźć się w jury literackiego konkursu organizowanego od wielu lat w Słupsku. Konkurs ma wielką renomę i nic dziwnego, skoro wśród oceniających pierwszym głosem i decydentem jest nie wymagająca żadnych rekomendacji, znana i uwielbiana Wanda Chotomska.  Nie muszę dodawać, że udział Pani Wandy jako przewodniczącej składu sędziowskiego w ogromnym stopniu wpływa na prestiż tej jedynej w swoim rodzaju imprezy dla młodych twórców.  Konkurs zapewne trwałby w granicach terytorialnych Polski, gdyby nie entuzjazm byłej słupszczanki związanej teraz z Centralą PSD, a jednocześnie mojej przyjaciółki ‒ Pani Renaty Jujki.  To ona sprawiła, że emigracyjna młodzież dołączyła do swych rówieśników ze Starego Kraju i od 5 lat wpisuje się na listy konkursowych laureatów.  Sobie mogę więc przypisać jedynie rolę pisarki i pośrednika.  Prawdziwymi „twarzami” tej literackiej akcji są: ‒ po stronie polskiej ‒ Pani Maria Małkiewicz i dyrekcja słupskiego gimnazjum, po stronie amerykańskiej: Centrala, zarządzana przez dr Dorotę Andrakę z całym sztabem oddanych sprawie ludzi.
„Mój” Nowy Jork to coroczna okazja, aby reprezentować „polską stronę” czyli grono jurorów i propagować wśród młodocianej Polonii modę na pisanie, na używanie twórcze rodzimego języka.  Jeśli w ten sposób choć trochę przyczyniam się do utrzymania więzów i kontaktów naszych dzieci z ich ojczyzną, to niczego więcej nie pragnę.
B.M.: Czy to właśnie Pani ocenia prace naszych uczniów?
Basia Kosmowska: Nie.  Mnie przypadają w udziale teksty gimnazjalistów i licealistów z Europy.  Na ogół znam już nowojorskie dzieci, biorące udział w konkursie, więc mogłabym, na fali sympatii do nich, okazać się jurorem zbyt łaskawym.  Wymogiem dobrego oceniania jest bezstronność, uczciwość i dystans.  Łatwiej zachować te cechy, gdy autor pozostaje anonimowy.  Ale choć „trzymam się z daleka” od znajomych, amerykańska lista laureatów jest mi zawsze doskonale znana.  Wiadomo! Zaciskam kciuki i sekunduję pracom przemierzającym ocean.
B.M.: Jakie trzy argumenty przemawiające za udziałem polonijnej młodzieży w konkursie mogłaby Pani wymienić?
Basia Kosmowska: Na pewno jest to wyjątkowa okazja do poznawania ojczystego języka w konwencji twórczej zabawy.  Myślę też, że konkurs integruje piszącą młodzież, a doczekanie się tekstu własnego autorstwa w tomie drukowanych prac jest wielkim prezentem dla początkujących pisarek i pisarzy.  I po trzecie ‒ jak każde tego typu wyzwanie, konkurs bywa dla dzieci pierwszą i ważną lekcją akceptacji tego, że w życiu nie zawsze się wygrywa.  Jeśli nie spełnią się marzenia o twórczej potędze, młodzi ludzie zaczynają rozumieć, że sukces literacki powinien być poparty pracą i rozwojem.  Nie ma powodu do zranionej dumy, jest za to wielka motywacja, aby za rok trafić na listę zwycięzców.
B.M.: Czy odkrywa Pani różnice pomiędzy twórczością dzieci emigracyjnych, a ich rówieśników mieszkających w Polsce?
Basia Kosmowska: Oczywiście! I nie chodzi tu o różnice na poziomie języka, którym z wiadomych względów lepiej i z większą swadą posługują się autorzy z Polski.  Najbardziej znaczącą różnicę określiłabym mianem „tęsknoty za mniej znanym”.  Dzieci polskie nadużywają w swych tekstach topografii zagranicznej, umieszczając poza ojczystym krajem akcję swych opowieści.  Nadają bohaterom niepolskie imiona i korzystają z realiów, które znają głownie z amerykańskich seriali dla nastoletnich widzów.  Tymczasem w pracach przychodzących z Ameryki dokonuje się rzecz odwrotna!  Powracają ojczyźniane klimaty i pejzaże z całą różnorodnością swojskich motywów:  Wisły, bociana, bieli i czerwieni, rodzimej wsi.  Czasami są to obrazy aż nadto przeszłościowe.  Następuje więc swoiste „przeniesienie” wyobraźni w krainy mniej znane i fascynujące tajemniczością. W tekstach polskich dzieci wpływ na tego typu myślenie literackie mają media, głównie filmy.  Z kolei prace dzieci emigracyjnych są odzwierciedleniem rodzinnych i szkolnych sposobów wpajania małym emigrantom pamięci o Starym Kraju.  Inna jeszcze różnica tkwi w wartościach ideowych.  Obraz polskiej rzeczywistości widziany oczami nadwiślańskich twórców jest, nie ukrywajmy, ponury, smutny, często jak krajobraz po bitwie. Dominuje pesymizm i poczucie osamotnienia.  Prace przyszłych obywateli dwóch krajów są pogodniejsze.  Częściej wyrażają wolę czynu i aktywności.  W pracach emigracyjnych mocniej też słychać odautorskie „ja”, wskazujące na poczucie własnej wartości. Ale sprawność językowa, większa u rodaków znad Wisły decyduje, że to ich wypowiedzi częściej są literackimi perłami i zapowiedzią talentu.
B.M. A podobieństwa?… Czy można się doszukać wspólnych trendów, gustów, zapatrywań?
Basia Kosmowska: Podobieństw jest więcej!  Autorzy stanowią dość jednorodną grupę wiekową i wychowali się „na tym samym podwórku” kulturowym.  Mają wspólnych idoli i podobne doświadczenia. Stąd wybór niemal identycznych tematów: miłość, przyjaźń, samotność, brak zrozumienia.  Także relacje rodzinne i świat dziecięcych lub młodzieńczych marzeń nie odbiega od wspólnego wzorca.  Jest też podobieństwo negatywne, niestety, dotyczące całej generacji młodych twórców.  Nasi autorzy czytają mniej niż, na przykład, ich rodzice, czego efektem jest uboższy język, skłonność do literackich ogranych figur lub stereotypów.  Wychowani na przekazach medialnych, nie mają tak dużego zaplecza słownikowego jak starsze pokolenie.  Dlatego spieszmy „rozczytywać nasze dzieci”, dbajmy, aby książka nie zatonęła pod falą medialnych przyjemności.
B.M.: Czy tak dużą rolę przypisuje Pani konkursowi?  To on ma zapewnić kontakt polonijnych dzieci z polską literaturą?  Lansować czytanie?  Rozwijać kreatywność?  A co zrobić, jeśli dzieci nie chcą się literacko wypowiadać?...
Basia Kosmowska:Dziękuję za to pytanie.  Pozwala mi wyjaśnić, że nasze zmagania z organizacją kolejnych edycji konkursu są zaledwie jednym ze sposobów podnoszenia zainteresowania kulturą, literaturą i językiem ojczystym.  Ale już imprezy towarzyszące corocznie świętu laureatów mają dalekosiężny cel.  Co roku przy okazji sukcesów literackich udaje się organizować spotkania z najbardziej znanymi przedstawicielami literatury polskiej dla dzieci i młodzieży.  Są nimi pisarze, rysownicy, dziennikarze.  Dzięki temu polonijne dzieci mają okazję osobistego kontaktu z „lekturowymi” autorami, znawcami literatury.  Ludźmi, którzy w ojczyźnie należą do grona najbardziej wpływowych opiniotwórczo autorytetów.  Wiem, że są plany, aby ta „migracja” zdolnej Polski była jeszcze bardziej możliwa.  I przesłaniem tych spotkań nie jest koncentrowanie się wyłącznie na literaturze.  Chcemy pokazać naszym małym rodakom, że twórcza przygoda może stać się doskonałym sposobem na życie.  A przywozimy tu nagradzane w ojczyźnie książki, specjalistów-nauczycieli, publicystów goszczących w popularnych programach telewizyjnych. Słyszałam kilkakrotnie, jak przedstawiciele dorosłej Polonii mówili: „Musieliśmy przyjechać tu, aby spotkać Wandę Chotomską, Edwarda Lutczyna, Michała Ogórka… Mieć ich na wyciagnięcie ręki”… Konkurs jest więc także pretekstem, aby przenieść na nowojorskie wybrzeże polską sztukę i kulturę.
B.M.: Przyznaję, że każdy pretekst do przemycenia za ocean kultury i sztuki jest dobry…
Basia Kosmowska: … zwłaszcza, kiedy odbiorcami są nasze dzieci.  Utalentowane, świetnie obracające piórem, z nieskrępowaną wyobraźnią.  Myślę, że promowanie konkursu wśród szkół jest równie ważne, jak wiedza o ojczyźnie.  Efektem udziału może być tylko nagroda, bo w tym przedsięwzięciu nie ma pokonanych.  Każdy, kto pochyli się nad wierszem lub opowiadaniem, jest zwycięzcą, bo tworzy własny świat, który innych wzrusza i zachwyca.
B.M.: Dziękuję za rozmowę. I za słowa zachęty do dalszej literackiej zabawy.
Basia Kosmowska: To, co w naszym życiu najważniejsze, zawsze zaczyna się zabawą.  Życzmy sobie, aby nasze dzieci umiały cieszyć się i bawić tym, co przypadnie im w udziale, kiedy już dorosną…. Ja także dziękuję za wspólną chwilę.