Publikacje

Nowy Dziennik

Wywiad ze Zdzisławem Hofmanem

wywiad

WYWIAD Z P.ZDZISŁAWEM HOFFMANEM
Bożena Mahmoud: Zdzisław Hoffman -społecznik, pedagog , wolentariusz, współtwórca i wieloletni prezes Klanzy, członek Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, tutor w programie Liderzy Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności i współpracownik Stowarzyszenia Szkoła Liderów, prezes Fundacji Rozwoju Wolentariatu, dyrektor Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli Stowarzyszenia Wspólnota Polska, współautor dwóch ksiᶕżek. Ma Pan mnóstwo obowiᶕzków, pełni wiele odpowiedzialnych stanowisk. Jak znajduje Pan na to wszystko czas?
Zdzisław Hoffman:  Staram siȩ organizować, dzielić i być w tym zaangażowany. Jak robi siȩ z pasjᶕ to co siȩ lubi, to czas sprzyja. Pracujȩ 7 dni w tygodniu, mało odpoczywam, ale bardzo ładujȩ akumulatory w ciᶕgu pracy, szczególnie pracy szkoleniowej, bo jest ona bardzo ciekawa, dajᶕca poczucie wsparcia i spotykajᶕca siȩ z dobrym przyjȩciem u odbiorcy.
B.M.- Jest Pan z wykształcenia nauczycielem biologii. Czy pracował Pan w szkole jako nauczyciel?
Z.H. – Tak, prawie 30 lat
B.M.- Co spowodowało, że odszedł Pan ze szkoły?
Z.H.- Szkoła za wolno siȩ zmienia. Jeżeli szkoła nie chce siȩ zmieniać, a ja mam dużo chȩci i energii do aktywnego działania, to robi siȩ za ciasno. Wiele osób, tych bardziej aktywnych, odchodzi ze szkoły, bo nie znajduje tam dla siebie miejsca i upustu dla tej właśnie aktywności.
B.M.- Czy to z faktu, że ma Pan wykształcenie biologiczne, wywodzi siȩ Pana zainteresowanie Neurodydaktykᶕ i Neuropedagogikᶕ?
Z.H.- Nie. Nie. W tej chwili biologia nie jest moim kluczowym zajȩciem. Bardziej interesuje mnie praca z ludźmi, praca w relacjach szkoleniowych. Fascynuje mnie proces uczenia siȩ lub nieuczenia siȩ. Jak to siȩ dzieje, że ludzie sie uczᶕ lub nie uczᶕ siȩ?.Dlaczego proces samokształcenia i samorozwoju jest dla ludzi ważny lub dlaczego nie jest ważny? Chciałbym pomóc ludziom docenić fakt, że obecnie możemy uczyć siȩ i rozwijać w sposób nieograniczony.
B.M.- Jest Pan obecnie w Stanach Zjednoczonych z kilkudniowᶕ wizytᶕ w celu przeprowadzenia warsztatów szkoleniowych dla nauczycieli polonijnych zrzeszonych w CPSD pod hasłem „Wyzwania współczesnej polskiej szkoły”.To nie sᶕ Pańskie pierwsze zajȩcia w naszym środowisku, cieszᶕ siȩ one ogromnᶕ popularnościᶕ, oczywiste jest wiȩc to, że nauczyciele czerpiᶕ z nich wiele korzyści. Co Pan wynosi z tych spotkań?
Z.H.- Oh, ja wynoszȩ bardzo dużo z tych spotkań. Fascynuje mnie energia, która cechuje nauczycieli pracujᶕcych poza granicami Polski, a szczególnie tych pracujᶕcych w Stanach Zjednoczonych. Sᶕ to dla mnie ludzie o bardzo dużej wewnȩtrznej motywacji, zarażajᶕcy energiᶕ, którᶕ mocno odczuwam. Mam też skalȩ porównawczᶕ i wiem, że takiej motywacji brakuje wśród nauczycieli pracujᶕcych w Polsce. To mnie szczególnie tutaj interesuje, że ta wewnȩtrzna motywacja jest nastawiona na to, żeby wspierać dzieci, dawać im to co najważniejsze, a nie ulegać presji treści programowej, która jest tak obecna w szkołach w Polsce. Odnoszȩ wrażenie, że nauczyciel polonijny, nawet jeżeli nie ma fachowego przygotowania psychologicznego, ma dużo akceptacji dla swojego ucznia, korzysta z intuicji i własnego doświadczenia zawsze stawiajᶕc ucznia w centrum zainteresowania i wtedy jego praca jest bardzo skuteczna, a polonijna szkoła staje siȩ interesujᶕca. I gdyby udało siȩ nam zaszczepić te elementy w grupach nauczycielskich pracujᶕcych w Polsce, to byłoby to ogromnym sukcesem.
B.M.- Na jakim etapie swojej pracy zainteresował siȩ Pan szkolnictwem polonijnym?
Z.H.- To był bardzo długi proces. Od prawie 20 lat współpracujȩ ze Wspólnotᶕ Polskᶕ. Na poczᶕtku przede wszystkim szkoliłem nauczycieli , którzy przyjeżdżali do Polski, współpracujᶕc z Polonijnym Centrum Nauczycielskim, które mieści siȩ w Lublinie, gdzie mieszkam. Mamy niejako wspólne korzenie, bo i oni i ja współtworzyliśmy Klanzȩ. Mamy podobne metody, podobny rodowód i Wspólnota Polska dostrzegła zasoby, które sᶕ w Klanzie. Myślȩ, że dziȩki temu nasze szkolenia rozwinȩły siȩ i stały siȩ atrakcyjne.
B.M.- Czy wyjeżdża Pan na szkolenia nauczycieli polonijnych do krajów innych niż Stany Zjednoczone?
Z.H.- Tak, dużo pracujȩ z Polakami mieszkajᶕcymi na Wschodzie, szczególnie na Litwie, trochȩ na Ukrainie, a ostatnio na Białorusi. Ale także w krajach Europy Zachodniej- Wielka Brytania, Włochy.
B.M.- Na wczorajszych warsztatach, 6 listopada, mówił Pan miȩdzy innymi o tym, że każde dziecko zasługuje na mistrza. Czy spotkał Pan mistrza na swojej drodze?
Z.H.- Tak, ja spotkałem bardzo wielu mistrzów i dziȩki temu mam te zasoby, które mam i umiem je docenić, ale one sᶕ głównie zasługᶕ tych, od których siȩ uczyłem. Nadal spotykam mistrzów, nauczycieli , z których pomocy korzystam. Trudno tu wymienić wszystkie osoby, chcȩ tylko dodać, że najwiȩkszy wpływ na mój rozwój zawodowy miały te osoby, które spotkałem dość niedawno. Sᶕ to specjaliści w zakresie kompetencji psychologicznych, od których siȩ uczyłem, których podpatrywałem i dziȩki temu zdobywałem nowe doświadczenia.
B.M.- Na tych samych warsztatach podawał Pan przykłady inspiracji edukacyjnych, podkreślajᶕc to, jak sᶕ one różne dla każdego z nas. Co było pana najwiȩkszᶕ inspiracjᶕ edukacyjnᶕ?
Z.H.- Tych inspiracji jest bardzo dużo i one zmieniajᶕ siȩ w czasie. Ogromnᶕ inspiracjᶕ była dla mnie metodyka pracy z grupᶕ, gdzie stosujemy różne metody: taniec, ruch, działania plastyczne. To bardzo przyśpiesza chłoniȩcie informacji, sferȩ przeżywania tej wiedzy i doświadczenia. Wielkᶕ inspiracjᶕ jest zawsze dla mnie muzyka i literatura. A teraz inspiruje mnie to, co donoszᶕ autorzy o Neurodydaktyce, o tym jakie niesamowite możliwości ma mózg. A skoro nawiᶕzujemy do warsztatów, to po ich zakończeniu długo rozmawiałem z jednym z uczestników, panem Jurkiem Mlokosem, o tym że dzieci sᶕ naszym najwiȩkszym kapitałem. I niezależnie , czy ma siȩ dzieci osobiste, czy pracuje siȩ z nimi w szkole, to jest to taki kapitał, który dobrze zainwestowany, nigdy nie zawiedzie.
B.M.- I ten kapitał , nasze dzieci, jest powierzany w nasze, nauczycieli, rȩce. Jaki jest Pana wizerunek dobrego nauczyciela?
Z.H.- Dobry nauczyciel, moim zdaniem , to taki nauczyciel, który przyjaźnie wymaga. Dokładnie stosujȩ te dwa słowa. Przyjaźnie- to jest relacja, wymaga-to sᶕ zadania.Przyjazny nauczyciel lubi ucznia, szanuje go, tworzy z nim jakᶕś wiȩź, która jest młodym ludziom bardzo potrzebna. Natomiast wymaga, to znaczy stawia przed uczniem zadania, które sᶕ na jego miarȩ, sᶕ sensowne i logiczne. I życzȩ, aby takich nauczycieli spotykali na swojej drodze najmłodsi Amerykanie polskiego pochodzenia.
B.M.- A zły nauczyciel, to przeciwieństwo takiego nauczyciela?
Z.H.- Można być złym nauczycielem na różne sposoby. Zły nauczyciel, to taki który nudzi, taki który nadmiernie wymaga, nie dajᶕc żadnych szans na poprawȩ. Taki nauczyciel być może uzyska szybko znaczᶕce efekty, ale nie bȩdᶕ one trwałe, o on sam nie zapisze siȩ w niczyjej pamiȩci na długo.
B.M.-Jak Panu wiadomo Polonia Amerykańska bardzo siȩ zmieniła. Nie ma już praktycznie rodzin, które tu emigrujᶕ na stałe, w zwiᶕzku z czym dzieci uczȩszczajᶕce do naszych szkół sᶕ w zdecydowanej wiȩkszości urodzone tutaj, a wiele z nich to już drugie pokolenie. Jak umotywować rodziców tych dzieci do kontynuowania polskości i polskiej edukacji swoich dzieci?
Z.H.- Przede wszystkim trzeba zadać rodzicom pytanie, co jest ważnego w tej polskości dla nich osobiście. Czy oni chcᶕ pokazać sobie i dziecku najcenniejsze wartości zwiᶕzane z osobistᶕ tożsamościᶕ, jak ważne jest dla nich to skᶕd pochodzᶕ , co dla nich znaczy Polska i polskość.Czy kochajᶕ Polskȩ i dlaczego jᶕ kochajᶕ i jak rozumiejᶕ patriotyzm. Sᶕ też tacy rodzice, kórzyt ulegajᶕ presji otoczenia, rodziny i przyprowadzajᶕ dzieci do polskiej szkoły , bo tak”wypada”. Ta pierwsza motywacja jest oczywiście cenniejsza, długoterminowa i efektywniejsza.
B.M.- Skoro mowa o patriotyzmie to pojawia siȩ tu pytanie jakiego patriotyzmu uczyć dzieci w naszych szkołach? Polskiego?Amerykańskiego? Czy patriotyzmu generalnie?
Z.H.- Myślȩ, że trzeba im dawać poczucie świadomości. Jestem bardzo za tym, żeby oni uczyli siȩ bardzo mocnego patriotyzmu amerykańskiego, bo sᶕ zwiᶕzani z tym krajem, tu żyjᶕ, uczᶕ siȩ, pracujᶕ. Jako osobie z zewnᶕtrz wydaje mi siȩ, że taki patriotyzm jest bardzo realny, czysty, namacalny. Drugi korzeń, patriotyzm polski, jest również bardzo ważny, bo zwiᶕzany z ich przeszłościᶕ i przeszłościᶕ ich rodziny. Jeżeli możemy to dzieciom uświadomić, to wyrosnᶕ nam na młodych Amerykaninów mocno osadzonych w realiach, ceniᶕcych i rozumiejᶕcych znaczenie swoich polskich korzeni.
B.M.- W 2012 roku otrzymał Pan Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski. Bardzo zaszczytne odznaczenie-gratulujȩ. Jakie znaczenie w naszym życiu majᶕ wyróżnienia i nagrody i jakᶕ wagȩ przywiᶕzuje Pan do nich osobiście?
Z.H.- Ogromne znaczenie, bo to jest taki widomy znak docenienia. Bardzo długo pracujemy,jesteśmy oddani i zaangażowani, ale w pewnym momencie zadajemy sobie pytanie, czy ktoś to widzi. Muszȩ Pani powiedzieć, że był to dla mnie ogromny zaszczyt i byłem tym absolutnie zaskoczony, bo wszystko było zachowane w najwiȩkszej tajemnicy.  Trzeba być bardzo mocno skonstruowanym, żeby bez wzmocnień zewnȩtrznych, typu nagroda, wyróżnienie czy pochwała, kontynuować to co siȩ robi z zaangażowaniem. I ważne też jest, aby być docenionym nie tylko za efekty, ale także za włożony trud. Bardzo zachȩcam, żeby nauczyciele na każdym kroku umieli siebie nawzajem docenić, bo to nie jest w polskim zwyczaju. To jest bardziej w amerykańskim stylu, ale to jest ważne, żeby w codziennej gonitwie mieć czas zatrzymać siȩ na chwilȩ i powiedzieć drugiej osobie:”dziȩkujȩ”, „gratulujȩ”,”dobra robota”.
B.M.- Dużo Pan podróżuje, zakładam, że głównie Pan pracuje, ale znajduje Pan czas na zwiedzanie miejsc, w których pan przebywa?
Z.H.- Mam, zawsze staram siȩ wygospodarować na to czas, ale zwiedzam wrażeniowo, a nie wiedzowo.Lubiȩ smakować wrażenia. Bardzo lubiȩ Nowy Jork, jestem zafascynowany Parkiem Centralnym, za każdym razem odkrywam go na nowo.
B.M.- W dzisiejszym świecie, kiedy wiȩkszość ludzi oznajmia światu co jadło na śniadanie, nie znalazłam nic o Pana życiu prywatnym. Chciałby Pan opowiedzieć nam trochȩ o sobie?
Z.H.- Oczywiście. Mam rodzinȩ, tȩ samᶕ żonȩ od 35-ciu lat, mamy trójkȩ dzieci, z kórych jestem bardzo dumny i które sᶕ mojᶕ wielkᶕ radościᶕ. Córka Kinga ukończyła architekturȩ wnȩtrz, mieszka na stałe w Wielkiej Brytanii, obecnie głównie skoncentrowana na wychowywaniu półtorarocznego synka Franka. Syn Kuba jest z zawodu oficerem Wojska Polskiego, co było zawsze jego marzeniem. Jest już po jednej musji w Afganistanie i wszyscy mamy nadziejȩ,że to była jedyna taka misja, bo bardzo przeżyliśmy jego pobyt w tamtym kraju.Nasz najmłodszy syn Wojtek jest na ostatnim roku psychologii, która okazała siȩ jego powołaniem. Jest bardzo wzorowym studentem, z publikacjami i szansᶕ na pozostanie na uczelni.
B.M.- Czy jest Pan autorytetem dla swoich dzieci?
Z.H.- O tak, myślȩ, że tak , szczególnie córka mi to mówi, ale mam bardzo dobre relacje ze wszystkimi moimi dziećmi. Mam wyrzuty, że miałem dla nich za mało czasu, ale oni doceniajᶕ mój trud i drobiazgi, o których ja już nie pamiȩtam, a dla nich miały one znaczenie.
B.M.-Jak Pan widzi przyszłość naszej organizacj- Centrali Polskich Szkół Dokształcajᶕcych i polonijnego szkolnictwa w Ameryce?
Z.H.-Bardzo dobrze, z dwóch powodów. Po pierwsze, to macie energiȩ, a po drugie chcecie zmian. Nie jesteście w skostnieniu i nie zadawala Was to, to było 20 lat temu. Życie ciᶕgle siȩ zmienia i szkoła musi za tymi zmianami podᶕżać. Rola szkół polonijnych jest ogromna, bo to jest centrum zarzᶕdzania patriotyzmem, ale mᶕdrym, nowoczesnym patriotyzmem. I nawet nie jest tak ważne, czy dzieci do tych szkół uczȩszczajᶕce bȩdᶕ mówiły poprawnᶕ polszczyznᶕ, najważniejsze jest to, żeby nauczyły siȩ mᶕdrze korzystać z tego zasobu jakim jest współczesny patriotyzm, żeby wiedziały , gdzie sᶕ ich korzenie i jak , korzystajᶕc z tej wiedzy, wzbogacić swoje życie.
B.M.-Dziȩkujȩ Panu za rozmowȩ .

Rozmawiała: Bożena Mahmoud